WixCast #2: Sept

Druga odsłona naszego cyklu, w którym rozmawiamy z wybitnymi przedstawicielami polskiej sceny. Dzisiaj gwiazdą jest Michel Morales, czyli Sept.

Pierwsza odsłona WixCast cieszyła się dużym powodzeniem. Łukasz Napora został przez was przyjęty bardzo ciepło, ale wierzę, że i Sept zyska waszą miłość. Po jego imprezach wszyscy są pod wielkim wrażeniem, a tak naprawdę niewielu wie kim jest, co robi i jaka jest jego bogata przeszłość muzyczna. Czas to zmienić. A żeby lektura była lepsza, dołączamy ekskluzywny set, nagrany specjalnie dla WixMaga. Miłego odsłuchu!

††††††††††††††

Kiedyś w Twoim życiu byłeś bliżej electro niż techno? A było coś jeszcze wcześniej?

Moja przygoda z produkcją muzyki zaczęła się od holenderskich klimatów, hardstyle i hardcore. Kiedyś moim marzeniem było wystąpienie na festiwalu Qlimax, ale potem kumpel pokazał mi „Warp 1.9” The Bloody Beetroots i wszystko się zmieniło… Tak zaczęła się zajawka na electro, ale dość szybko ten rodzaj muzyki dopadła stagnacja i szukałem nowych inspiracji, tak oto wpadłem w techno. Electro miało swój moment, ale potem świat pognał w kierunku EDM, w który ja brnąc nie zamierzałem.

A czy było coś poza elektroniką?

Mam wykształcenie muzyczne, w podstawowej szkole muzycznej uczyłem się grać na wiolonczeli. Ta edukacja wiele mi dała, pozwoliła mi spojrzeć na muzykę ze znacznie szerszej perspektywy. Nauczyłem się podstawowych zasad rządzących muzyką, wiem czym są choćby interwały, gamy i zapisy nutowe.

Jesteś pewnie jednym z niewielu obecnie muzyków z muzycznym wykształceniem?

Wśród producentów techno pewnie tak. Większość to samouki. A wiedza ta jest mimo wszystko przydatna w komponowaniu utworów, choć w kwestii mixu i masteringu utwrów oczywiście zastosowania nie znajduje.

To kiedy zająłeś się produkcją muzyki?

Jakoś w 2010 roku zacząłem się bawić programem Fruity Loops, poznawać jego specyfikę. Z czasem zauważyłem jego ograniczenia i postanowiłem zapoznań sie z  Ableton Live. Wtedy bardziej niż wykształcenie muzyczne pomocne były już tutoriale na YouTube. Teraz mam już na tyle bogatą wiedzę, że mogę ją swobodnie wykorzystywać w pracy przy narzędziach zarówno cyfrowych jak i analogowych.

To jaki masz arsenał sprzętowy?

Klawisze Akai MPK49, pady Native Instruments MASCHINE, monitory Adam Audio A8X, interfejs audio – motu ultra lite mk3, kompresor analogowy – Joemeek OneQ – i Ableton Live 9 Suite a wraz z nim cały arsenał wtyczek. Mam jednak nadzieję z czasem poszerzać swój asortyment własnie o wcześniej wspomniany sprzet analogowy.

Brzmi profesjonalnie, czy muzyka to jedyna rzecz, którą się obecnie zajmujesz?

Oprócz produkcji muzyki pracuję w korporacji, jej nazwę lepiej pominąć. To stała praca, która przynosi mi środki do życia, a muzyka jest realizowaniem marzeń i formą autoekspresji. Wierzę, że kiedyś te marzenia staną się jedynym zajęciem.

Ostatnio dość głośno jest o Voxnox Records, z którymi blisko współpracujesz. Jak wygląda wasza praca od zaplecza?

W czerwcu 2014 roku miałem okazję występować w Uebel & Gefährlich w Hamburgu . Specjalnie na mój występ przedstawiciele Voxnox przyjechali z Monachium. Po występie mnie zagadali i spytali czy nie chciałbym u nich czegoś wydać. Zaczęliśmy się coraz mocniej docierać Z czasem zaprosili mnie na kolejny występ do Niemiec, gdzie jeszcze mocniej się zaprzyjaźniliśmy, aż w końcu zacząłem z nimi pracować. Obecnie zajmuję się dla nich wyszukiwaniem nowych artystów, ustalaniem wydawnictw oraz promocją Voxnox w naszej części Europy. Mamy duże ambicje i już jesteśmy obecni także we Francji i USA.

Ciekawe, że wspominasz o Ameryce, bo mnie się wydaje, że jak na kolebkę techno, ten gatunek muzyki jest tam bardzo niszowy.

To pewnie kwestia marketingu, ale chyba Amerykanie po prostu lubią kolorowe światełka i ładne melodyjki, czyli coś, co oferuje im pop. Techno chyba nigdy nie będzie tam popularne, bo do niego trzeba dorosnąć.

Prawda, Jeff Mills, który 30 lat temu współtworzył tę muzykę również woli grać w Europie… Ma tu wiele inspiracji. A co Ciebie inspiruje i napędza do tworzenia?

Niezależność, bo techno jest z założenia niezależną muzyką. Lubię robić coś innego niż wszyscy. Dlatego często gubię się w dziwnym zakamarkach Internetu, słucham muzyki ambientowej czy nawet etnicznej lub szamańskiej.

Masz na swoim koncie kilka występów w Niemczech. Jak się tam gra?

Grałem tam kilkuktornie jako Freak Slaughter i dwa razy jako Sept. Ludzie za Odrą są nieco bardziej otwarci, chodzą na imprezy, że by posłuchać muzyki i poszerzyć swoje horyzonty. Zawsze jak  kończyłem grać ludzie podchodzili i rozmawiali ze mną.

A po co w Polsce ludzie chodzą na imprezy wobec tego?

Momentami mam wrażenie, że po to, żeby „się pokazać”. Klub jest modny, chodzą tam fajni ludzie, więc i nam wypada tam być.

A nie uważasz, że to się zmienia i właśnie techno staje się modne?

Dawniej nie zauważałem techno, bo siedziałem w electro, więc nie wiem czy staje się bardziej modne niż wcześniej. W każdym razie, pośród ogółu klubowiczów zauważam wyróżniającą się grupę pasjonatów, którzy mają do powiedzenia coś więcej na temat techno, niż tylko to że jest „fajne“.

A jaki jest Twoim zdaniem najlepszy klub w Polsce?

W każdym większym mieście mam swój ulubiony klub, ale w skali całego kraju wygrywa chyba Sfinks 700 w Sopocie. Nagłośnienie, atmosfera, pełen profesjonalizm ekipy zarządzającej pokonując pozostałe polskie kluby. Po zakupie nowego nagłośnienia wysoki poziom trzyma Nowa Jerozolima w Warszawie.

Wyobraź sobie, że możesz zagrać w jakimkolwiek klubie, na każdym festiwalu za granicą – co wybierasz?

Jednym z ciekawszych miejsc, które ostatnio odkryłem jest Sub Club w Glasgow. To w tym miejscu są w Szkocji najlepsze imprezy techno, a grają tam Slam czy Gary Beck. W kwestii festiwali zaś chyba Atonal Berlin. Wydaje mi się, że to marzenie każdego undergroundowego producenta techno.

A co planujesz na najbliższe miesiące?

Obecnie pracuję nad EP-ką, jeszcze nie wiem gdzie ją wydam, ale na pewno nie w Voxnox – chciałbym pójść krok dalej i poszerzyć swoje grono odbiorców.

To ile trwa u Ciebie proces twórczy?

Każdy utwór ma swoją unikalną historię. Zdarzało mi się zrobić numer w cztery dni, ale czasem trwało to nawet trzy tygodnie. Często zmieniam system pracy, nie chcę popadać w monotonię. Raz udało mi się zrobić utwór w półtorej godziny na konkursie Burn Studios Challange. Okazało się, że wyszło nieźle, bo wygrałem. Tam jednak była wysoka motywacja, w puli nagród był sprzęt o wartości 20 tysięcy złotych.

Co musi się zdarzyć w Twoim życiu, byś za wiele lat mógł stanąć przed lustrem i stwierdzić sobie prosto w oczy: „udało mi się”?

Zdobycie uznania u największych artystów techno, takich jak Tommy Four Seven, Marcel Dettman czy Ben Klock.

†††††††††††††††††††††††††

Jeśli podoba wam się jego twórczość to koniecznie zostawcie mu lajka. Warto obserwować również profil Voxnox Records.

Fot. Sylwia Adamczuk