WixCast #1: Łukasz Napora

Ciężko obserwować polską scenę klubową i nie znać Łukasza Napory – dziennikarza, producenta, a także jednego z organizatorów festiwalu Audioriver. To jedna z czołowych postaci polskiej sceny elektronicznej, tym bardziej pękamy z dumy, iż to właśnie on jest pierwszym gościem naszego nowego cyklu.

Nazwa WixCast, jak nazwaliśmy nową kategorię, to, jak sama nazwa wskazuje, podcast nagrany ekskluzywnie dla nas. Ale czym jest sama muzyka bez człowieka, który za nią stoi? Dlatego obok setów prezentować będziemy wywiady z autorami tych nagrań. Teraz odpalcie sobie muzykę i przeczytajcie wywiad.


Centrum Warszawy jest jak dobry klub: tłoczny i głośny. Ciężko znaleźć tutaj spokojne miejsce, lecz Łukasz wskazuje odpowiedni lokal na spotkanie. W środku jedynie obsługa, kawa, smoothie i my – miłośnicy muzyki klubowej. Całkiem szybko rozmowa zaczyna się kleić i zmierzać w nieoczekiwanym kierunku. To to bywa, kiedy spotyka się dwóch ludzi z misją, „misjonarzy”, jak w jednym z wywiadów został opisany Napora.

Wiele osób myśli, że prace nad festiwalem trwają kilka miesięcy przed jego rozpoczęciem, a jestem przekonany, że nad przyszłoroczną edycją Audioriver już pracujecie.

To praca przez cały rok, choć o różnym natężeniu. Najtrudniejsze są dwa miesiące przed festiwalem, ale i w styczniu zdarza nam się pracować po 12-15 godzin na dobę. Przecież na wiosnę mamy konferencję muzyczną, a w tym roku jeszcze wydaliśmy kompilację z okazji dziesiątej edycji. Prowadzimy jednak właśnie rekrutację na nową osobę do zespołu, by nieco lepiej rozplanować siły i pracować równo przez cały rok. Bez takich zrywów. W tej chwili myślimy już nad line-upem, rozmawiamy z kilkoma artystami, choć nadal jest dość wcześnie.

Ktoś już jest zakontraktowany?

Jeszcze nie. Zresztą, największe gwiazdy się nie spieszą, ponieważ wiedzą, że za kilka tygodni będą mieli jeszcze więcej ofert na lato 2016 niż teraz. Będą mieli w czym przebierać. Teraz rozmawiamy m.in. o ekskluzywnych występach pewnych gwiazd – chcielibyśmy, by nie pojawiali się w Polsce aż do festiwalu. To często jest dobre i dla tych artystów i dla klubów, bo po występie na Audioriver mogą przyciągnąć większa publikę.

To chyba przypadek Rodhada? Dwa lata temu zagrał w sopockim Sfinksie 700 dla niemal pustej sali, w tym roku rozwalił Circus Tent, a kilka dni temu pozamiatał w Nowej Jerozolimie.

Nie powiedziałbym, że go wypromowaliśmy, ale wygląda na to, że dorzuciliśmy cegiełkę do tego sukcesu. Circus mieści jakieś 5 tysięcy osób, z czego duża część była pewnie z Warszawy. Prawdopodobnie wiele z tych osób zrobiło sobie powtórkę i jeszcze przyprowadziło znajomych.

Czy bywacie na zagranicznych festiwalach dla inspiracji i adaptacji tamtejszych rozwiązań?

Tak, aczkolwiek głównie pod kątem scenografii, oświetlenia, VJ-ingu. Doborem artystów się nie inspirujemy, bo mamy własną wizję – chyba dość unikalną. Natomiast oprawa wizualna przez wiele lat była dla nas na dalszym planie i od jakiegoś czasu staramy się rozwijać także tę część Audioriver, bo wiemy, że kiedyś sama plaża może zacząć się nudzić.

No właśnie, w tym roku było 27 tysięcy osób, a ze względu na lokalizację między rzeką a skarpą pola do ekspansji nie widać. Da się jakoś powiększyć festiwal?

Plaża od trzech lat jest za mała, ale zrobiliśmy kiedyś badanie, z którego wynikło, że wcale większa być nie musi, a wręcz nie powinna. Mimo, że nasz obszar nie jest duży, ludziom nie chciałoby się pokonywać większych odległości między scenami.

Coraz więcej marek pojawia się na Audioriver, czy planujecie zaprosić jeszcze więcej sponsorów? Nie boicie się zarzutów o zbytnią komercjalizację?

Absolutnie nie. Bez sponsorów nie bylibyśmy w stanie zrobić festiwalu na tym poziomie i z tą ceną biletów. To był dla nas rekordowo dobry rok pod tym względem. Pojawiły się nowe marki, jak H&M, Virgin Mobile czy Jagermeister. Coca-Cola zwiększyła swoje zaangażowanie. Będziemy zapraszać kolejne marki, ale wolimy iść w jakość niż w ilość. Ze względu na ograniczenia terenu, wolimy kilku sponsorów z większym budżetem, niż wiele drobniejszych dofinansowań. Dzięki temu, jest trochę mniejszy miszmasz kolorystyczno-logotypowy. Pracujemy zresztą również nad nową formułą ich obecności, chcąc odchodzić od nachalnych i archaicznych form reklamowych, jak balony czy banery.

Teraz trochę o mediach, dajecie blogerom akredytacje, ale tak naprawdę jest ich niewielu, co wynikło chociażby w trakcie waszej konferencji w marcu. Jak widzisz rolę nowych mediów na festiwalu?

Czasem mam wątpliwości czy dla blogerów i bardzo małych portali jest miejsce wśród akredytowanych mediów. Nie wszyscy są profesjonalistami, chociażby pod kątem sprzętu. Wchodzą do fosy z telefonem komórkowym, robią słabe zdjęcia i jedynie przeszkadzają innym. Ponadto, gdy bloger czy niezbyt schludnie wyglądający amatorski portal prosi nas o przeprowadzenie wywiadu z zagraniczną gwiazdą, to czasem aż głupio jest przekazywać ten wniosek artyście. Oni grają kilka razy w tygodniu i nie mają czasu na takie coś. Wszystkich blogerów zapraszamy na Audioriver, ale niekoniecznie w roli akredytowanych mediów. Mówiąc brutalnie: plakietki i udogodnienia powinny pozostać dla zawodowców. Blogerzy to często tylko hobbyści i tak ich powinniśmy traktować. Oczywiście są wyjątki i jeśli bloger ma zasięg i wartościowe treści, to nie widzę problemu. Takiego blogera można śmiało pokazać gwieździe i powiedzieć, że „może ten serwis nie ma dwudziestu tysięcy czytelników, ale za to zrobi z Tobą świetny wywiad”.

To jaki zasięg jest dla Ciebie wartościowy?

Zasięg nie jest najważniejszy. Na przykład NowaMuzyka.pl nie jest dużym serwisem, ale ma świetne, autorskie teksty. Tymczasem są portale, które mają jedynie przedruki z Resident Advisora. To na wartościowych treściach i autorach wolimy się koncentrować, przyznając akredytacje. Osoby, które mają newsy skopiowane z informacji prasowych lub przedruki z zagranicznych serwisów raczej będą musiały kupować karnety na Audioriver.

Zgadzam się, na WixMagu wolę wrzucić jeden tekst tygodniowo, lecz dobrej jakości. Zresztą, punktem wyjścia do jego założenia była także konferencja Audioriver w marcu.

Wow, fajnie, że ktoś wyciągnął z niej wnioski. W końcu nie robimy jej, by sobie pogadać o głupotach. Ale racja, to że ktoś założy sobie stronę w Internecie i czasem pójdzie na jakąś imprezę, nie czyni z niego wartościowego dziennikarza, a nawet blogera.

Niedawno otwierałeś reaktywowany cykl imprez w Instytucie Energetyki, bywałeś na dawniejszych edycjach?

Tak, byłem kiedy grał Luke Slater (2001 rok – dop. Troyann), ale była to wtedy nieco za mocna muzyka dla mnie. Jednak dobrze się bawiłem. Niedawna impreza była udana. Jakość dźwięku bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła – ciężko nagłośnić dobrze tak wielką przestrzeń. Było także kilka problemów – mam na myśli gastronomię na zewnątrz – ale wszystko można dopracować przy kolejnych edycjach. Wydaje mi się jednak, że Polacy wolą chodzić na nieco bardziej „wyhajpowane” nazwiska, jak właśnie Rodhad czy Loco Dice już niedługo, dlatego w Instytucie frekwencja nie była aż tak wysoka. To się oczywiście robi już nudne, bo chodzimy ciągle na te same nazwiska, ale gdy musisz sprzedać kilka tysięcy biletów, powinieneś ściągnąć pewniaki. Przed organizatorami Instytutu także inne duże wyzwanie, bo 10 lat po ich ostatniej imprezie już nie wystarczy fajna hala i kilka zagranicznych nazwisk, by ściągnąć tłumy. Ludzie zaczęli jeździć na festiwale, zasmakowali wielu imprez i mają wyższe oczekiwania. Stara Rzeźnia w Poznaniu ma nie tylko lokalizację, ale i świetny mapping, tancerzy, a czasem i akrobatów. Pod względem oprawy to w tej chwili numer 1 w naszym kraju.

A jak Twoja audycja w Czwórce? Zmienili Ci godzinę z 21 na północ, wielu słuchaczy straciłeś?

Bardzo wielu, bo ludzie o tej porze po prostu chodzą spać. Jest nadal trochę wiernych słuchaczy, z którymi sobie wchodzimy w interakcje na Facebooku podczas audycji, ale mam teraz inne podejście. Od jesieni staram się promować internetową wersję audycji. Dawniej uważałem, że Internet zabiera mi tych, którzy mogliby mnie słuchać na żywo, ale teraz uznałem, że to nie ma różnicy, kiedy ktoś włączy mój program. Dlatego od tej jesieni mocniej promuję na Facebooku posty z linkiem do odsłuchu audycji, by wspierać sam program, a nie tylko jego wydanie na żywo.

Jesteś dziennikarzem, ja blogerem. Wielokrotnie obserwowałem dyskusje, w których oba te światy mediów ze sobą walczyły na noże, choć uważam, że wszyscy możemy się od siebie wzajemnie uczyć. Ty zdajesz się całkiem dobrze odnajdować w nowej rzeczywistości medialnej.

Ale są też dziennikarze prowadzący blogi, jak choćby Bartek Chaciński. Dla mnie bloger to osoba, która może być dziennikarzem, ale nie musi. Chaciński ma świetnego bloga, gdzie dominują po prostu dobre treści, gdzie wybrzmiewa jego głos. To subiektywny, internetowy pamiętnik. Ja trochę swój fanpage traktuję jako swego rodzaju bloga. Ale o muzyce to ja nie lubię za dużo gadać czy pisać. Muzyka jest przede wszystkim do słuchania. Ja nawet nie przepadam za czytaniem o muzyce. W swojej audycji zwykle po prostu mówię tylko kilka słów o danym wydawnictwie, a potem je gram i daję odbiorcom samodzielnie je ocenić. Moja rola, jako dziennikarza, ogranicza się do selekcji. To co ja robię, wydaje się obecnie chyba dobrym tropem, bo docieram do ludzi tym samym zmysłem, co muzyka, czyli przez słuch. W Internecie czy prasie teksty sprawdzają się niestety coraz słabiej.

Sprawdza się za to wideo, jak choćby YouTube.

Ja bym bardzo chciał zrobić kanał Audioriver w tym serwisie. Pojechać do Berlina, zrobić spacer  z Rodhadem, pokazać co robi, co je i czy mu zostaje jedzenie w rudej brodzie. Ale na to trzeba budżetu i czasu.

Czyli dziennikarzom nie jest łatwo, jeśli nie robią treści dla mas, „klikalnych”.

Ale mamy też przykłady mediów, które mają miliony wyświetleń, a robią świetne treści, jak choćby Pitchfork. We Francji jest na przykład portal, który specjalizuje się w dziennikarstwie śledczym, a treści na nim schowane są za paywallem. I ludzie za to chętnie płacą, doceniają zaangażowanych, misyjnych autorów. Dziennikarze to kluczowy element demokracji i jeśli pozostaną tylko ci goniący za tanią sensacją, skandalem z Britney Spears albo pieskami i kotkami, to stracimy bardzo ważne społecznie narzędzie.

Skoro mówisz o Pitchforku, to warto wspomnieć, że kupił ich koncern medialny Conde Nast, który coraz więcej treści w swoich tytułach chowa za paywallem i mniemam, że i ten wielki serwis muzyczny to czeka.

To będzie bardzo ważny eksperyment. Problemem dziennikarstwa internetowego jest to, że przez lata przyzwyczaiło ludzi do darmowych treści.

Żeśmy się zagalopowali… Wróćmy do audycji. Skąd masz dostęp do ekskluzywnych numerów, które często grasz?

To efekt piętnastu lat ciężkiej pracy. Już dawniej prowadząc z bratem portal Sound Revolt walczyliśmy o promówki z wielu zagranicnych wytwórni. Nasz serwis był dwujęzyczny, m.in. właśnie po to, by mieć dostęp do labeli i muzyki spoza Polski. Mieliśmy 20 tysięcy odwiedzin miesięcznie, z czego połowa była zza granicy. Potem płynnie przeszedłem do robienia audycji i zbierałem kolejne kontakty.

Twoja szuflada, w której odkładasz własną muzykę, jest już podobno bardzo bogata. Kiedy Łukasz Napora coś wyda?

Mam masę skończonych numerów, które są niestety źle wyprodukowane. Aczkolwiek ostatnio dostałem swój utwór po masteringu i wygląda na to, że wreszcie nauczyłem się warsztatu na przyzwoitym poziomie, bo kawałek bez wstydu można zagrać w klubie. Będę mógł wrócić do swojej szuflady i poprawić to, co kiedyś robiłem źle. W tej chwili jeden utwór jest skończony, drugi na finiszu. Oba jeszcze w tym roku roześlę do wytwórni i zobaczymy czy ktoś będzie chciał je wydać.

Z tym chyba nie powinno być problemu. Jakieś ramy czasowe sobie ustalasz?

Nie wiem, zobaczymy, ale jak skończę to idę na lekcję śpiewu (śmiech).

Serio?

Tak, będę robił elektroniczne numery z wokalem. Zawsze będę wielkim miłośnikiem muzyki żywej, gitarowej, hip-hopu – takiej, w której są ludzkie emocje. Elektronika jest świetna w klubach, ale czasem trochę bezduszna niestety. Chcę robić numery na parkiet, ale jednocześnie się wyróżniać.

Czasem trzeba odpocząć od bitów i basów?

To powinno być wręcz obowiązkowe! Na swoim smartfonie mam masę muzyki, która nie jest elektroniczna.

Jaki jest Twoim zdaniem najlepszy klub w Polsce?

Z miejscówek nieregularnych na pewno Stara Rzeźnia w Poznaniu oraz Pralnia i Sala Gotycka we Wrocławiu. Jeśli chodzi o regularne miejsca, to wielkie wrażenie zrobił na mnie ostatnio Sfinks700, w którym nie byłem od lat. Świetne brzmienie, fajni ludzie: otwarci, naturalni, bez lansu i napinki.

Jakoś pomijasz warszawskie kluby…

Nie no, Luzztro jest świetnym miejscem, ale to nie klub, a stan umysłu (śmiech). W Nowej Jerozolimie nie bywałem zbyt często i ciężko mi nadal ją ocenić. Zwłaszcza, że jeszcze tam nie grałem, a to z tej perspektywy oceniam kluby od pewnego czasu. Ale na drugich urodzinach Jero bawiłem się świetnie. Latem ich patio było wyborne.

Skoro już przy graniu jesteśmy, podobno porzuciłeś Abletona na rzecz Traktora?

W Abletonie marnuje się za dużo czasu na przygotowanie utworów do grania, a ja nowe promówki często muszę zgrywać w biegu na kolejną imprezę. Na przykład w pociągu. Traktor jest pod tym względem zdecydowanie prostszy i szybszy.

Jak Łukasz Napora słucha muzyki? Winyle? Płyty? Spotify?

MP3 i Apple Music od niedawna. Długo broniłem się przed serwisami streamingowymi, ale niedawno, jako użytkownik sprzętu Apple, dałem szansę usłudze Music i okazała się ona bardzo wygodna. Dawniej nie mogłem się przekonać do tego typu usług ze względu na to, że artyści niewiele przychodów otrzymują z tego tytułu.

Nie jesteś w tym odosobniony, podobnie uważają HV/NOON, z którymi wywiad robiłem w trakcie Audioriver.

Artyści dalej za mało na tym zarabiają, ale niestety wygoda wygrywa.

XXXXXXXXXXXX

Rozmowę brutalnie przerywa nam upływający czas – Łukasz za kilka chwil bierze udział w debacie o dziennikarstwie muzycznym, temacie, który niechcący poruszyliśmy także w trakcie naszej rozmowy.

Naszym gościem w pierwszej edycji był Łukasz Napora, dziennikarz prowadzący audycję Zaraz się wyda w radiowej Czwórce, DJ (obserwujcie na Facebooku gdzie będzie grał w najbliższym czasie), producent oraz rzecznik prasowy festiwalu Audioriver.

Kolejne odsłony WixCast już niebawem.

Autorem zdjęcia Łukasza jest Patryk Bułhak