Troylista #82 – wściekły drop

Ależ to był intensywny weekend. Taki wakacyjny, ciepły, imprezowy. Stąd i dzisiejsze zestawienie mocno inspirowane ostatnimi dwiema dobami.

Jednak listę otwiera utwór, którego bym nie słuchał, gdyby nie to, że w ostatniej części „Fast & Furious 7” robił dobrą robotę. Ba, wracając dziś furą z dzielnym Tytusem (wbijajcie dać mu follow), sami czuliśmy się jak Vin Diesel i spółka. Piękni, umięśnieni, szybcy i zmęczeni. Czy coś. „Get Low” z każdego zrobi kozaka.

Dalej mamy utwory, przy których palce maczał Robag Wruhme, bohater piątkowej nocy w klubie Nowa Jerozolima. Drugi raz byłem na jego występie i drugi raz rozgrzał serca i umysły wiksiarzy, mimo grania łagodnych brzmień techno. Ba, nawet koledzie, który nie przepada za techno się podobało. Dopóki nie zasnął. „Steady Note” Daniela Bortza również było w repertuarze Robaga i dobrze muskało słuch.

Zanim byliśmy w Jero, byliśmy świadkami nietypowego koncertu coverów, w tym i Eminema. W sumie, postanowiłem, że i tę nutkę dorzucę do listy, a co. W sobotę w Gdańsku za konsoletą wylądowałem ja we własnej osobie, a cudowna nutka od Pan-Pot była jednym z lepszych akcentów imprezy.

Ale czas na nieco mniej imprezowe utwory, a tych w ostatnich dniach też nieco odkryłem. Zwłaszcza Rival Consoles mogę wam polecić, choć głębokie basy nie każdego zachęcą do dalszej penetracji twórczości Ryana Lee Westa. Phon.o jest nieco łagodniejsze, fanom Jacquese’a Greene’a czy Nosaj Thing na pewno się spodoba. Będąc w spokojniejszym nurcie przypomniałem sobie o istnieniu Johna Talabota, którego ulubiony utwór dorzucam na deser, a na sam finisz frunie Isolee, które mimo mocnego bitu jest bardzo spokojnym i miłym utworem.

Tyle na dziś, miłego!