Troylista #124: mistrzowski zestaw

Tydzień temu, jak pewnie zauważyliście, zabrakło mojego zestawienia. Nie, że mi się nie chciało, ale po prostu za mało dobrej muzyki udało mi się zebrać. Dziś nadrabiamy. Z nawiązką.

Playlista znajduje się poniżej

Bo jeśli poprzedni tydzień był dość przeciętny, tak ostatni był wręcz nadzwyczaj wyborny. A przecież na Spotify nie trafiła jeszcze zdecydowanie najważniejsza na naszym polskim podwórku premiera ostatnich tygodni – „Mort” Błażeja Malinowskiego. O niej zaś przeczytacie w moim niedawnym wywiadzie z Błażejem, o tutaj.

A tymczasem, postaram się streszczać, bo dzisiaj dużo do słuchania. Zaczynamy od kolejnej dawki Clarka z nadchodzącego soundtracku, który Brytyjczyk produkuje. Właściwie co tydzień odkrywa nam kolejne utwory i szykuje się ładny album. Kryjący się za czerwoną maską Redshape wydał dwa utwory jako „Alone on Mars?”. To dość spokojne kompozycje jak na tego zawodnika z Niemiec. Pozostając w tych łagodniejszych klimatach nie wypada nie wspomnieć o M83, które utworem „Do It, Try It” zapowiada nowy album. Nie jestem jakoś przekonany do tego utworu, ale okładka do mnie przemawia:

M83_DoItTryIt_1500x1500

Bardzo fajne, oldskulowe dźwięki zaprezentował nam również brytyjski duet producentów Waze & Odyssey. W „Go go go” ma się wrażenie obcowania ze starymi klasykami elektorniki, jak Stardust, stare i poczciwe Daft Punk czy Modjo. Następny na naszej liście jest Clode, nieznany szerzej producent, który wydał „Hidro Mode / Oracle” w Axon Recordings, labelu Che Armstronga. Być może jesteśmy świadkami narodzin nowego maestro, bo „Oracle” to kompozycja, w której z miejsca się zakochałem. Niczym nie zaskoczył z kolei Lindstrom, czyli norweski mistrz balearycznych melodii. Jest ładnie – jak to u niego.

Czas jednak przejść już w nieco mocniejsze, gęstsze i mroczniejsze klimaty – moje ulubione. Wreszcie przypomnieli o sobie Graze, czyli kanadyjski duet mocno czerpiący z różnych gatunków elektroniki. „Kliph” spełnia wszelkie oczekiwania i oferuje dynamiczną przejażdżkę po zaułkach techno / garage / drum and bass i wielu innych. Reset Robot wydał zaś aż sześć nowych kompozycji w Whistleblower Records. Minimalistyczne, chłodne techno. Mniam.

Ciekawy jest efekt kolaboracji dwóch uznanych dżentelmenów: Johna Tejady oraz Tin Mana. „Acid Test 10” to trzy ciekawe produkcje. Tytuł albumu wskazuje na acidowe klimaty, jednak „kwasowe” techno  jest tu jedynie inspiracją. Wyszło ciekawe połączenie. Pozytywnie zaskoczył mnie Alex Under po kilku gorszych albumach. Ale coś czuję, że to w dużej mierze zasługa wytwórni, w jakiej „Olas De Quila Quina” został wydany – Kompakt.

Kilka tygodni temu miałem okazję podziwiać Oscara Mulero na żywo we wrocławskiej Sali Gotyckiej (doskonałe miejsce!), a ten wydał właśnie EP-kę „Second Skin”. Znajdziemy tam dwie nowe produkcje Hiszpana, a także po dwa remiksy do każdego z nich. Łącznie sześć kompozycji, a niemal każda ciekawa i na niezłym poziomie, a remiks w wykonaniu Architecturala jest wręcz doskonały.

Czas przejść do najlepszych, moim zdaniem, nowości ostatnich dwóch tygodni. Dorisburg wydał pełny album „Irrbloss”, który zawiera łącznie osiem bardzo różnorodnych kompozycji. Całą płytę warto przesłuchać, gdyż miałem problem z wybraniem do dzisiejszego zestawienia jednego utworu, który by najlepiej charakteryzował cały album. Światło dzienne ujrzał wreszcie album z remiksami Catz’n’Dogz, naszej narodowej dumy. „Basic Colour Theory Remixed” to aż czternaście nowych utworów. Jednak największe wrażenie robi lista osób, które podjęły sie interpretacji produkcji Polaków: Anja Schneider, Jamie Jones, Eats Everything, Skudge, Matthew Herbert i wielu innych.

I czas na wielki finał, a ten zaserwują nam dzisiaj dwa producenci, którzy w ostatnich miesiącach znaczą dla mnie wyjątkowo dużo: Donato Dozzy i Antigone. Włoski producent wydał bardzo hipnotyczne i mroczne „Squadra Quadra”, które dla wielu może być wręcz przytłaczające, jednak trafia prosto w moją muzyczną estetykę. Wydawnictwo Token też nie zwykło zawodzić, a zwłaszcza kiedy wydaje u nich producent pokroju Antigone. To jeden z tych albumów, które, choć dynamiczne, nie zachęcają do tańca, a są niepokojące i prowadzą do zadumy. Wiem, brzmi to dziwnie i górnolotnie, ale cóż poradzę?

Miałem się streszczać, a wyszło jak zawsze… Cóż, nie potrafię po prostu pomijać pewnych kwestii przy opowiadaniu o muzyce. Na dziś to już wszystko, widzimy się (jak dobrze pójdzie) za tydzień, ciao!

Link do playlisty