Porozmawiajmy o nowej płycie Moderat

Minęło już trochę czasu od premiery trzeciego albumu grupy Moderat, dałem sobie sporo czasu, by z tym materiałem się oswoić. Nie wiem jak wy, ale ja jestem rozczarowany.

Nie będę ukrywał, że Moderat to jeden z istotniejszych zespołów mojego życia. Ważny krok na drodze do zainteresowania się muzyką techno. Ring, Bronsert i Szary zawładnęli moim sercem już siedem lat temu, kiedy pierwszy raz ich zobaczyłem przed występem Radiohead. Potem było jeszcze pięć kolejnych koncertów. Kurczę, chyba żadnego innego zespołu w życiu nie widziałem tyle razy. Zaś koncert w warszawskim Basenie sprzed dwóch lat jest na podium najlepszych koncertów mojego życia.

5085372245_e0851f0938_b

Ale nie tylko dla mnie jest to świetny zespół. Połączenie Apparat i Modeselektor odniosło wielki sukces. Dzięki ich pierwszym dwóch płytom wiele osób z mojego kręgu znajomych w ogóle zaczęło się interesować muzyką elektroniczną. Indie dzieci nagle zaczęły chodzić na koncerty, gdzie na scenie nie ma ani jednej gitary. A nie, jest, przecież Sascha dogrywa na gitarze w trakcie wykonywania „Les Grandes Marches”, jednej z najlepszych kompozycji Moderat. Mniejsza o gitary, to co mam na myśli, to fakt, iż niemieckie trio otworzyło wielu osobom oczy i uszy elektronikę.

Pierwszy album broni się po siedmiu latach i nadal jest arcydziełem. „II” z czasem okazał się nie tak świetny jak początku się myślało, a „Bad Kingdom” można było się porzygać po dwóch latach katowania. Jednak na drugim albumie wciąż znajdują się wybitne kompozycje pokroju „Milk”, „This Time” czy cudowne „Therapy”. Nic zatem dziwnego, że oczekiwania wobec „III” były również bardzo wysokie.

12856097595_c3e4efe73a_b

Początek lutego, po wielu miesiącach zapowiedzi, spekulacji, teasowania Moderat podaje oficjalnie informację o dacie premiery, koncertach, a jako przedsmak otrzymujemy „Reminder”. Utwór dobry, ale nic wybitnego. Ok, może pozostała część albumu okaże się być lepsza, jak w przypadku „Bad Kingdom ” i „II” trzy lata wcześniej – tak sobie myślałem.

Trasa koncertowa zahaczała oczywiście o Polskę, zaś występ w Warszawie po kilku dniach był już wyprzedany, a ceny u idiotów „koników” miały wielokrotne przebicie (dochodziło do 500-600 złotych!). Byli też oszuści (ich ofiarą padła choćby moja koleżanka), którzy brali hajs za rzekome bilety i zapadali się pod ziemię. To wszystko jest dowodem na to, że spirala emocji wokół Moderat, nowego albumu i koncertu była nakręcona maksymalnie.

I nadszedł 1 kwietnia, „III” trafił do sprzedaży i serwisów strumieniujących muzykę. Co się stało? Ludzie zaczynają nagle sprzedawać bilety na koncert, rozczarowani poziomem nowej płyty. Sam również lekko nie dowierzałem temu, co słuchałem. Kurczę, co się stało? Dlaczego wyszło tak źle?

Wiele osób jest zgodnych – najlepsze utwory Moderat to te instrumentalne:

  • „Les Grandes Marches”
  • „No. 22”
  • „A New Error”
  • „Therapy”
  • „This Time”
  • „Milk”

To zdecydowanie moje ukochane produkcje trio. A ile mamy tego typu kompozycji na albumie „III”? Słucham i słucham, jest „Finder”, długo, długo nic, aż wreszcie trafiam na kolejny numer. Jednak to nie produkcja Moderat, a jedynie (albo aż!) remiks „Reminder”. I tutaj, choć zmiksowane, wokale też się w końcu trafiają. Zresztą, w tej opinii chyba nie jestem odosobniony. „III” jest prześpiewany, i choć kocham Sachę i jego głos, to jednak ten powinien być zarezerwowany głównie dla twórczości pod nazwą Apparat.

5085969022_2678aa5183_b

Skoro już przy Apparat jesteśmy, można dosłuchać się w wielu utworach z nowego albumu  kompozycyjnych zabiegów z „The Devil’s Walk”. Zamiast przecierać nowe szlaki i eksperymentować, co zawsze trójce wychodziło doskonale, sięgają po znane już chwyty. Co więcej, słychać tu również inspiracje innymi artystami. Odpal sobie „Finder” i przejście zaczynające się w trzeciej minucie. Wokalne sample, tempo i kompozycja strasznie przypomina muzykę, którą tworzy Jamie xx. Cały album sprawia wrażenie zlepka tego, co gdzieś już słyszeliśmy. I nawet jeśli są to dobre i ładne inspiracje, to jednak pokochaliśmy Moderat za zupełnie inną drogę.

I mimo, że cały album nadal jest wyprodukowany na najwyższym poziomie, zaś wszystkie kompozycje na pewno dużo zyskają w trakcie występów na żywo, tak musimy powiedzieć sobie wprost – „III” jest rozczarowaniem. Pewnie wybiorę się na koncert, ale poczekam sobie do jesieni / zimy – na pewno przyjadą do Polski co najmniej jeszcze raz.