Dawka muzycznych endorfin – relacja z Audioriver 2015 (część druga)

Przed wami druga część naszej relacji z festiwalu Audioriver 2015. Autorem dzisiejszego tekstu jest Sylwester Tymiński, a dotyczy głównie scen Last.fm Hybrid Tent oraz Main Stage. Wydarzenia z pozostałych scen opisał przed kilkoma dniami Troyann, o tutaj.

Gdy zbliża się koniec lipca tysiące fanów muzyki elektronicznej spotykają się w Płocku aby uczestniczyć w festiwalu Audioriver. Sam należę do tego licznego grona nieprzerwanie od 2009 roku co pozwala mi obserwować wszelkie zmiany, które zaszły na przestrzeni kilku ostatnich lat

Na kilka dni przed rozpoczęciem wydarzenia organizatorzy ogłosili, że wyprzedano wszystkie wejściówki na pierwszy i drugi dzień. Świadczy to o rosnącej popularności festiwalu i jest swoistym wynagrodzeniem ciężkiej pracy organizatorów.

Dzień I

Pierwszy dzień festiwalu to tradycyjnie istna uczta dla fanów muzyki drum’n’bass, która opanowała pechowy w ubiegłym roku Last.fm Hybrid Tent. W tym roku wyjątkowo nie udało mi się zdążyć na stałych bywalców tego namiotu czyli NeverAfter ale druga część występu live projektu Icicle – Entropy była znakomitym wprowadzeniem w klimat festiwalu.

Następnie moja uwaga przeniosła się na Main Stage, gdzie miała wystąpić jedna z gwiazd tegorocznego Audioriver czyli Róisín Murphy. Była wokalistka Moloko rozczarowała jednak swoim występem stylistycznie odbiegając od oczekiwań widowni, która przyszła posłuchać hitów z twórczości wspomnianego Moloko czy chociażby sztandarowego „Overpowered” już z kariery solowej Irlandki. Zamiast tego dostaliśmy zderzenie dwóch światów gdzie perfomance Róisín nijak pasował do charakterystki Audioriver i zamiast spodziewanych zachwytów czy zwykłej akceptacji były głosy niezadowolenia, które z pewnością nie pomogą w promocji dwóch zbliżających się koncertów tej wokalistki w Polsce.

roisin_3

Gdy skończyły się westchnięcia ulgi, że Róisín Murphy w końcu zeszła ze sceny nastąpiło oczekiwanie na kolejny punkt wieczoru na Main Stage czyli słoweński projekt Gramatik stworzony przez Denisa Jasarevicia. Występ ten to była niesamowita energetyczna podróż będąca zwariowaną miksturą hip-hopu, glitchu, electro, dubstepu i uwielbianego przeze mnie funku. Dla mnie było to z pewnością największe odkrycie tegorocznego Audioriver pomimo niewielkich problemów z nagłośnieniem.

Później przeniosłem się ponownie do Hybrid Tent gdzie przy wypełnionym namiocie swój pokaz umiejętności prezentowało holenderskie trio Noisia. Ich występ jakoś mnie nie urzekł, toteż udałem się na krótką wędrówkę w okolice Circus Tent i Wide Stage.

Gdy na horyzoncie wstawało słońce nadszedł czas na powrót do Hybrid Tent, gdzie doskonały set grał Damian Higgins aka Dieselboy. Potężna dawka mocnego i soczystego drum’n’bassu potrafiłaby przywrócić do życia nawet najbardziej zmęczonych festiwalowiczów. Mocarne granie ikony amerykańskiego d’n’b to był najpiękniejszy akcent na zakończenie pierwszego festiwalowego dnia.

Dzień II

Na drugi dzień festiwalu czekałem z największym utęsknieniem z powodu występu legendarnych Underworld. Nim dane mi było odlecieć podczas ich występu, trzeba było mile muzycznie wprowadzić się w kolejną festiwalową noc. Idealnie to zadanie spełnił SpectraSoul na Wide Stage. Projekt ze stajni Shogun Audio łączył ze sobą przejmująco głębokie, a jednocześnie na tyle żywe produkcje aby zadowolić nawet najbardziej wymagających fanów muzyki drum and bass.

Kolejnym punktem na festiwalowej mapie był bardzo dobrze znany mi projekt Roni Size Reprazent. Powracający do grania zespół któremu przewodzi Ryan Owen Granville Williams aka Roni Size od pierwszych dźwięków przy pomocy Dynamite MC i Onallee porwał licznie zgromadzoną publiczność na Main Stage. Oprócz utworów z nadchodzącego albumu nie zabrakło tak znanych klasyków jak „Dirty Beats”, „Lucky Pressure” czy „Brown Paper Bag”. Dla mnie była to idealna przystawka do dania głównego jakim miał być bez wątpienia koncert Underworld.

roni size reprazent

Z każdą minutą, która przybliżała do pierwszych dźwięków z podziemnego świata Karla Hyde’a, Ricka Smitha i Darrena Emersona wzrastała moja ekscytacja i przekonanie o tym, że będzie to jeden z najlepszych koncertów w mojej kolekcji. Ogromny aplauz przywitał Karla Hyde’a i (tu małe zaskoczenie) Darrena Emersona, a już pierwsze dźwięki znakomitego „Mmm Skyscraper I Love You” były pięknym wprowadzeniem do muzycznej uczty, która kontynuowana była dalej poprzez znany z kultowej gry „Fifa ’98” utwór „Rez” oraz energetyczny do granic możliwości „King of Snake”.

Nie mogło zabraknąć tak znanych przebojów jak „Cowgirl” oraz „Pearl’s Girl” ale punktem kulminacyjnym był nagrany we współpracy z High Contrast „Scribble” oraz jeden z utworów stanowiących ścieżkę dźwiękową mojego życia, czyli „Two Months Off”. To była tak potężna dawka muzycznych endorfin, że nawet najwięksi sztywniacy ruszyli swoje skostniałe ciała. Niezapomnianym widokiem był charyzmatyczny Karl Hyde (rocznik 1957), który swoją energią sceniczną mógłby zawstydzić wielu młodszych od siebie.

Oczywistym i idealnym jednocześnie finałem tej muzycznej ambrozji był utwór „Born Slippy” z kultowego filmu Danny’ego Boyle’a „Trainspotting”. Gdzieś pomiędzy tymi wszystkimi utworami zabrakło fenomenalnych „Jumbo” oraz „Juanita/Kiteless”, ale nie zmienia to faktu, że Karl Hyde i Darren Emerson rozpalili do czerwoności festiwalową publiczność zgromadzoną na plaży i skarpie w Płocku.

underworld_3

Naładowany niemalże perfekcyjnym występem Underworld udałem się na krótką przerwę i powróciłem na Main Stage, gdzie w scenerii nadwiślańskiego świtu znakomity set grał Spor. Wspierany przez SP:MC udowadniał, że należy do grona najbardziej cenionych postaci w świecie drum & bass. Podobnie jak niemalże 24 godziny wcześniej Dieselboy zaprezentował potężną i wyrazistą dawkę solidnego grania i sprawił, że żal było opuszczać Main Stage.

Koniec drugiego dnia upłynął na grze z użyciem frisbee przy secie Zenker Brothers na Wide Stage. Po zamknięciu strefy przez służby porządkowe i pozbawieniu możliwości zakupu piwa trzeba było udać się do miejsca noclegu – choć sama nazwa „nocleg” przestała być aktualna z racji tego, że najzwyczajniej w świecie „zapomniałem położyć się spać”, a samo oczekiwanie na Audioriver Sun/Day było dzięki temu paradoksalnie krótsze. 😉

Dzień III

Po raz drugi w historii Audioriver oferował festiwalowiczom możliwość uczestniczenia w imprezie Sun/Day. Tym razem scenerią był park między ulicami Mostową i Rybaki. Już od godziny 11 na dwóch scenach były serwowane dźwięki dla spragnionych dodatkowej porcji muzyki fanów techno i drum & bass. Moja uwaga skupiła się na secie założyciela wytwórni Hospital Records, czyli Tonym Colmanie aka London Elektricity. Jego występ wspomagany polską gościnnością w
postaci wody ognistej był prawdziwą wisienką na torcie całej 10-ej edycji Audioriver.

Dodatkową atrakcją była możliwość zrobienia sobie pamiątkowego zdjęcia z Wujkiem Tonym, który dodatkowo składał autografy na czapkach, frisbee i innych gadżetach Hospitala. Będąc całkowicie usatysfakcjonowanym wyruszyłem w drogę powrotną do domu z przeświadczeniem, że była to jeśli nie najlepsza, to z pewnością jedna z najlepszych edycji Audioriver na jakich byłem.

Do zobaczenia za rok w Płocku na roztańczonej nadwiślańskiej plaży, skarpie i Starym Rynku! 🙂